Turbo Run – klasyczna bieganina, a frajda dwa razy lepsza!

0
614

Nie można powiedzieć, że runnery należą do gatunku gier, które z każdym dniem oferują nam co innego. Mimo to lubimy raz na jakiś czas do nich zajrzeć. Przede wszystkim dlatego, iż świetnie zabijają nudę i nie wymagają od nas myślenia, a jedynie dwóch sprawnych palców. Jeżeli znudziła Wam się już „bieganka” zainstalowana obecnie w Waszym smartfonie, być może powinniście skusić się na Turbo Run.

Turbo Run fabuła nie występuje. Bohaterem jest bezimienny chłopak, który ubrany jest jak deskorolkarz – ma czapkę w kilku kolorach, kolczyk w uchu oraz szerokie spodnie bez przerwy szurające po chodniku. Nasze zadanie, jak to w runnerze, polega tutaj na kierowaniu wspomnianą postacią i omijaniu przeszkód. A wszystko to głównie po to, by bić rekordy dystansowe.

Przeciwnicy, z jakimi przychodzi nam się spotkać w tej grze, są bardzo różni. Jedni przypominają żółwie, inni to nadzwyczajne w świecie kaktusy, a i nie można zapominać jeszcze o… rakietach. Te ostatnie – rzecz jasna – zdecydowanie najbardziej potrafią nam uprzykrzyć życie, ponieważ pojawią się na ekranie znienacka, a jedno spotkanie z nimi to śmierć na miejscu.

Tak, jak już Wam pisałem,  w Turbo Run tylko i wyłącznie bijemy rekordy. Nie wykonujemy tutaj wielu misji ani też nie przechodzimy jednej planszy za drugą. Mamy co prawda questy, dzięki którym zdobywamy dodatkowe diamenty, ale męczenie się z nimi tylko i wyłącznie dla kilku błyskotek raczej mija się z celem, czyli mówiąc inaczej – po prostu szkoda na nie zachodu.

Sterowanie w opisywanej gierce jest standardowe, a więc nie ma sensu zawracać sobie nim głowy. Warto natomiast zatrzymać się na chwilę przy sklepiku z wirtualnymi gadżetami. Ten pozwala nam na kupowanie nowych power-upów oraz głównych bohaterów. Co prawda, nie jest tego zbyt wiele, ale lepsze to, niż nic. Szczególnie, że w runnerach takie elementy są niezbędne do tego, by po paru minutach nie odczuć całkowitej nudy.

Świat przedstawiany w Turbo Run potrafi przypaść do gustu. Realistyczny może nie jest, ale kreskówkowo-bajkowy – na pewno. Jeśli chodzi o dźwięki, osobiście jakoś bardzo mi się nie spodobały, ale nie mam też do nich zbyt wielu poważnych zastrzeżeń.