ZombieBolt – piorunująca rozgrywka i… oślepiająca nuda

0
239

Kilka dni temu ukończyłem książkę Stephena Kinga pod tytułem „Przebudzenie”. Nie wiem, czy było Wam dane o niej słyszeć, ale zdradzę, że główną rolę (poza bohaterami, rzecz jasna) odgrywają w niej wyładowania atmosferyczne. Oczywiście, nie piszę tego zupełnie przypadkowo. Burza jest bowiem również bardzo ważna w apce ZombieBolt, ale – niestety – jej nie mogę polecać tak samo, jak mojej niedawnej lektury.

Jak wskazuje nam na to sama nazwa gry, w ZombieBolt przychodzi nam spotkać zombie. Tym razem jednak nie chodzi o to, by je zwalczać, lecz aby ratować z opresji. A wszystko to przez gwałtowną, niespotykaną burzę, która – dosłownie – niszczy nawet najgrubsze mury z czerwonej cegły.

zombie

Nie jest trudno wytłumaczyć, co takiego przychodzi nam robić w opisywanej produkcji. Na dole ekranu znajduje się umarlak, którego musimy ratować, natomiast na górze raz za razem pojawiają się mury z niewielkimi lukami, gdzie musi znaleźć się nasz bohater. Jeżeli przeszkoda spadnie, a my nie zdążymy usytuować zielonego przyjaciela w odpowiednim miejscu, będziemy musieli pogodzić się z porażką, a osiągnięty wynik stanie się tym ostatecznym.

Sterowanie zastosowane w ZombieBolt jest wyjątkowo proste. Lewa strona odpowiada za ruch w lewo, a prawa – w prawo. Żadnej filozofii tu nie ma i nie będzie, bo bez względu na to, ile będziecie grać, zawsze przyjdzie Wam rozgrywać te same rundki w tym samym, ponurym, miejskim otoczeniu.

zombie1

Lubię mobilne gry o nieskomplikowanych zasadach, ale szczerze powiedziawszy ZombieBolt nie spełniło moich wymagań w tej kwestii. Dlaczego? Bo choć – faktycznie – zabawa w niej jest prosta, jednocześnie można nazwać ją dosyć niemrawą albo – jak kto woli – bez polotu. Wniosek może być zatem tylko jeden – nie będą zadowoleni ci, którzy są bardziej wymagający, a jednocześnie szukają czegoś na przysłowiowe pięć minut.

Co do grafiki, moim zdaniem, prezentuje się ona słabo. Jak widać na screenach, w ZombieBolt można grać jedynie w pionie, a otoczenie bohatera – o czym zresztą już pisałem – jest niezmienne i raczej mało zachęcające.