Zombie Deathmatch – zombiakowa bitwa w stylu Tekkena

0
512

W grze Zombie Deathmatch nie niszczymy zombiaków. Sami jesteśmy jednym z nich i próbujemy za wszelką cenę zniszczyć każdego, kto stanie na naszej drodze. Pech w tym, że tym razem nie będzie to człowiek, a równie krwiożercze i przerażające stwory, które dosłownie niczego się nie boją!

Bijatyki były niegdyś bardzo popularne. Świetnie spisywały się na automatach i dawały nam okazję do tego, by pokonać silniejszego od siebie kolegę bądź nieznośnego kuzyna. Mimo że ludzie są obecnie znacznie bardziej zestresowani, niż kiedyś (a więc i potrzeba wyładowania powinna być większa), typowe wirtualne pojedynki na arenach nie mają tak dużego powodzenia. Dlaczego tak się dzieje? Szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia i gra Zombie Deathmatch wcale nie pomogła mi w znalezieniu odpowiedzi na to pytanie.

Przygodę z grą zaczynamy od bardzo krótkiego samouczka. Trudno się dziwić, że zrezygnowano z długich instrukcji, bo tak na dobrą sprawę niewiele trzeba tu początkującym wyjaśniać. Każdy zdaje sobie sprawę z tego, że w każdej planszy liczy się wygrana nad przeciwnikiem, a żeby to zrobić trzeba po prostu zabrać mu wszystkie punkty życia.

Nikt z Was nie powinien mieć też większych problemów z opanowaniem sterowania w Zombie Deathmatch. Wszystkie ruchy wykonuje się tu, rysując gesty na ekranie i tylko od nas zależy, czy będziemy szukać nowych technik, czy też raczej zdecydujemy się na standardowe kopnięcia i uderzenia pięściami. Oczywiście, możliwość wykonywania niektórych combosów jest na początku zablokowana, a więc droga do prawdziwego mistrzostwa nie jest szybka, łatwa i przyjemna.

Większość gierek przyzwyczaiła nas do tego, że zombie to po prostu zombie i koniec kropka. W przypadku Zombie Deathmatch jest zupełnie inaczej – mamy tutaj aż trzy klasy umarlaków. Każda z nich ma inne umiejętności specjalne, a do tego wszystkiego bohaterowie zupełnie inaczej wyglądają.

Nasza prywatna armia wojowników może składać się z dowolnej liczby jednostek. Bez względu na to czy będziemy kierować zarażonym doktorkiem, czy kanibalem, będziemy musieli ulepszać ich statystyki. Wiąże się to – rzecz jasna – ze sporymi wydatkami. Poradzić sobie można z nimi na dwa sposoby – albo dzięki mikropłatnościom, albo sumienną, ciężką pracą.