WICKED: The Game: match-3 na podstawie musicalu

0
396

Studio 505 Games, które fani mobilnego grania powinni kojarzyć przede wszystkim dzięki produkcji Terraria, wydało ostatnio apkę na podstawie… znanego musicalu. O ile sam pomysł jest w stanie przypaść do gustu, podczas gry w WICKED: The Game łatwo jest odnieść wrażenie, że stojący za nią ludzie poszli na totalną łatwiznę. Dowody na to, iż nie przesadzam, znajdziecie w dalszej części tego wpisu.

Przyznam się bez bicia, że nigdy nie interesowały mnie musicale. Prawdopodobnie właśnie dlatego absolutnie nie kojarzyłem historii, która towarzyszy rozgrywce w WICKED: The Game. Bo choć teoretycznie jest ona wzięta z jednej z powieści o krainie Oz, tak naprawdę dopiero muzyczny spektakl dał jej odpowiedni rozgłos. Niestety, od samego początku czułem się w świecie gry jak intruz. Nikt nie postanowił przybliżyć mi zbytnio historii czarownicy będącej główną bohaterką, ani też nie miałem okazji przeczytać czegokolwiek na ten temat. Jak dla mnie – to spory błąd.

Gra podzielona jest na kilkadziesiąt poziomów, które usytuowane są we wspomnianej już przeze mnie baśniowej krainie. Dostępne plansze przedstawiane są w postaci specjalnej, kolorowej mapki aktualizowanej raz po raz, gdy uda nam się ukończyć dany level albo też zaliczymy skuchę. W tym drugim przypadku – rzecz jasna – nie uzyskujemy dostępu do kolejnego wyzwania, natomiast tracimy jedno z pięciu żyć. Każde z nich potrzebuje na regenerację określonego czasu, co po pewnym czasie zaczyna bardzo irytować.

Muszę przyznać, że spodziewałem się po WICKED: The Game czegoś więcej, niż tylko gry match-3. Tymczasem po raz setny, o ile nie tysięczny, przyszło mi łączyć ze sobą takie same symbole. I choć nasze zadanie nie polega tutaj tylko na zdobywaniu określonej liczby punktów, lecz także na dotarciu do konkretnego miejsca na danej planszy, moim skromnym zdaniem nie jest to nic szczególnego, co mogłoby wciągnąć na dłużej niż kwadrans.

Żeby nie było, że nie wspomniałem, warto podkreślić fakt, że w WICKED: The Game występują power-upy. Nie są co prawda dostępne od samego początku, ale w jakiś tam sposób na pewno wpływają na zmniejszone odczucia monotonii.

Elementy interfejsu opisywanej gierki działają bardzo „ciężko”. Kiedy chcemy przesunąć mapkę, kamera bardzo często stawia opór, a do tego przyciski dotykowe nie zawsze reagują na nasze działania.

W przypadku WICKED: The Game przede wszystkim zawiodłem na oprawie audiowizualnej, a nie tylko na mało oryginalnej rozgrywce. Po apce stworzonej na podstawie musicalu spodziewałem się zdecydowanie czegoś więcej w kwestii dźwięków. A co dostałem? W ogóle nie pasującą do klimatu gry muzyczkę, która zamiast dodawać uroku, tylko psuje jego resztki.