Turbo Dismount – manekinowe kraksy

0
550

Kiedy byłem małym chłopcem, bawiącym się samochodami Bburago, bardzo lubiłem przeprowadzać coś na zasadzie testów wytrzymałości moich gadżecików. Brałem do jednej ręki Subaru, do drugiej Forda i robiłem wszystko, by się ze sobą zderzyły. Widocznie coś mi jeszcze z dziecka zostało, bo gierka mobilna Turbo Dismount zabiła mi czas pierwszorzędnie.

Bohaterem produkcji Turbo Dismount jest… manekin. Jeżeli widzieliście kiedykolwiek, jak testuje się samochody przed trafieniem do sprzedaży, to na pewno wiecie, jak dokładnie wygląda ten jegomość i do czego został stworzony wraz ze swoją bardzo liczbą rodzinką. Na pewno mój wstęp dał Wam również do zrozumienia, co takiego przychodzi graczowi robić w opisywanej apce. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie rozwinął jeszcze nieco tego wątku.

Turbo Dismount nie przechodzimy z jednego poziomu do kolejnego. Bijemy tutaj po prostu rekordy punktowe. Co decyduje o tym, czy osiągniemy dobry, czy zły rezultat? Zabrzmi to dosyć dziwnie, ale wpływ na to mają przede wszystkim obrażenia, jakie udana nam się zadać służącej do testów kukiełce, lalce czy jak kto tam woli.

W grze możemy wybrać jedną z kilkunastu plansz oraz rodzajów samochodów. Tych pierwszych jest zdecydowanie więcej, ale myślę, że również na pojazdy w liczbie trzech sztuk narzekać się nie powinno. Nie jest to – co prawda – jakaś zatrważająca liczba, ale na potrzeby zwykłego śmiertelnika jak najbardziej zadowalająca (jest sposób na zwiększenie ilości, ale o tym za chwilę).

Po wybraniu jednej z plansz oraz zdecydowaniu się na ciężarówkę bądź pojazd w kształcie ptaka (bez skojarzeń, proszę!), możemy zmienić jeszcze tor jazdy określonej maszyny oraz kombinować z przeszkodami i prędkością. Później pozostaje nam już tylko obserwować akcję i czekać na to, gdzie wyląduje główny bohater i ile uda nam się w nim zniszczyć.

Nie może w Turbo Dismount nie spodobać się opcja pozwalająca na ustawianie manekina na dachu bądź innych miejscach samochodu. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o dodatkowych, płatnych etapach. Szkoda, że podstawowy wariant gry jest bardzo ukrócony, a żeby mieć taką naprawdę pełną wersję potrzebujemy portfela z około dwudziestoma złotymi. Cóż, taki to już świat, że nic za darmo nie ma. No chyba że żółtaczka w polskim szpitalu.