Springer – przygody Pana Sprężynki

0
486

Wśród nowości dostępnych w Google Play moją największą uwagę przykuł tytuł Springer, a raczej jego bohater, który jest… ludzikiem zbudowanym ze sprężyny. Mimo że po wspomnianej gierce spodziewałem się czegoś innego, szczerze mówiąc, spędziłem z nią ładnych kilkadziesiąt minut i na pewno jeszcze do niej wrócę. I to więcej niż jeden raz.

Główny bohater gry prawdopodobnie ma na imię Springer. Jego budowa ciała jest iście sprężynowata, co widać już na pierwszy rzut oka. Czy wygląd najważniejszej postaci ma spory wpływ na rozgrywkę? Zdecydowanie tak. Nie zagłębiajmy się już jednak teraz w szczegóły. Przyjdzie pora i na to.

grab1

Świat przedstawiany w Springer to głównie same chmury. Wszystko dlatego, że chodzi tu przede wszystkim o wzbijanie się w powietrze i pokonanie jak najdłuższego dystansu wyrażonego w metrach. Nie mamy tutaj do czynienia z etapami, ale warto wspomnieć, że pikselowe niebo zostało podzielone na strefy znane z lekcji geografii, to jest mezosferę, stratosferę i tak dalej. Co bardzo ważne – dzięki osiągnięciu konkretnego poziomu zdobywamy punkty doświadczenia w usłudze Google Play Games.

Sterowanie w apce jest proste. Gestami wyznaczamy drogę naszemu bohaterowi, natomiast dotykając ekranu powodujemy, że napina on swoje sprężyny, dzięki czemu może powędrować w górę w efektywniejszy sposób, niż dotychczas. Oczywiście, nauka odpowiedniego wykorzystywania tego drugiego ruchu nie jest prosta i początkowo częściej „pomaga” nam w zaliczaniu wpadek, aniżeli biciu rekordów.

Przede wszystkim w Springer trzeba uważać na to, by bohater nie wpadł w przepaść, czyli mówiąc inaczej – musi w odpowiedni sposób lądować na platformy. To jednak nie jest nasze jedyne zmartwienie. W opisywanej grze występują również piły, które ochoczo wędrują sobie po wirtualnym niebie i szukają zaczepki. Ku naszemu niezadowoleniu, spotkanie z nimi zawsze kończy się naszą porażką.

grab

Grafika zastosowana w apce na kolana mnie nie powaliła. Podobnie ma się sprawa z dźwiękami – występują, ale nie zrobiły na mnie na tyle dużego wrażenia, bym chciał napisać o nich coś więcej. Niestety, nie mogę też pozytywnie wypowiedzieć się o reklamach. Te pojawiają się w Springer bez przerwy i – co tu dużo mówić – czasem potrafią człowieka nieźle wkurzyć.

Żeby wpis nie zakończył się negatywnym wydźwiękiem, napiszę ciekawostkę, że w Springer dostępny jest ranking wyników. Nie jest na razie zajęty przez wielkich „mistrzów”, dlatego spokojnie można się dzięki niemu fajnie pobawić ze znajomymi i nie tylko.