Slither.io – dla tych, co wolą węże zamiast kulek

1
1086

Spędziłem z Agar.io wiele czasu. Jakbym policzył każdą, nawet najkrótszą, sesję, zebrałoby się pewnie co najmniej parę godzin. Kulki zaczęły już jednak wychodzić z mody, natomiast wschodzącymi gwiazdami są teraz… węże. Tym, co jeszcze nie do końca mnie rozumieją, przedstawiam produkcję Slither.io!

Teoretycznie, gierka Slither.io jest taka sama, jak jej pierwowzór. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że różni się ona jedynie tym, że występują w niej węże i nie ma żadnych kolorowych kulek. Cóż, gdyby faktycznie tak było, mógłbym już teraz podać Wam link do Google Play i zakończyć recenzencką „zabawę”. Ale tego nie zrobię, bo – wbrew pozorom – mam tutaj trochę do opisania.

Niewiele zdziwi Was pewnie sam ekran początkowy gry. Uproszczony do minimum składa się w zasadzie tylko z jednego przycisku i miejsca, w którym podajemy nick widoczny dla innych graczy. Oczywiście, Slither.io oferuje tylko Multiplayer, dlatego możecie w nią grać jedynie wtedy, gdy jesteście podłączeni do sieci.

Celem, do jakiego dążą gracze, jest stworzenie jak najdłuższego węża. Wirtualnego gada karmi się barwnymi punkcikami rozmieszczonymi na planszy. Każdy posiłek przybliża nas do stania się gigantem, jednak jest pewne „ale”, o którym nie możemy zapominać!

Slither.io nie ma zasady głoszącej: „większy zawsze zjada mniejszego”. Autorzy przemyśleli sprawę i stwierdzili, że każdy może zostać Dawidem i pokonać Goliata. Wystarczy spryt i cierpliwość, co w tym przypadku objawia się następująco: jeżeli dotkniecie przeciwnika głową, przegracie, a jeśli to ktoś wpadnie w Was – rozpadnie się na malutkie elementy, które będziecie mogli zebrać i dzięki temu sporo urosnąć.

Grafika – oczywiście – nie jest tu niczym szczególnie ważnym, dlatego długie rozpisywanie się na jej temat jest raczej pozbawione sensu. Slither.io nie prezentuje się ani dobrze, ani źle. Powiedziałbym, że wystarczająco do tego, by nie narzekać.

Złych słów nie można za to szczędzić pod adresem sterowania. Nie ma dotykowej konsolki, a więc wszystko opiera się na intuicji i wyczuciu. Troszkę to faworyzuje bardziej doświadczonych i – szczerze powiedziawszy – nie jest specjalnie wygodne. Potwierdza to mnóstwo osób w Google Play, a więc nie jestem jakimś czepialskim dziwolągiem 😉 .