Run Robert Run – poranny jogging stracha na wróble

0
406

Pewien znajomy programista z jednego z portali społecznościowych polecił mi ostatnio swoją nową grę, która widnieje w sieci pod nazwą Run Robert Run. Muszę przyznać, że stałem przed sporym dylematem, czy w ogóle powinienem zaglądać do tej produkcji. Dlaczego? Bo nie chciałem zawieść swojego znajomka, a bałem się, że jego nowe dzieło absolutnie mi się nie spodoba i sprawię mu przykrość, pisząc niekoniecznie pozytywne rzeczy. Ostatecznie moja zawodowa ciekawość zwyciężyła. I wiecie co? Wcale nie będę musiał ściemniać, bo opisywana gierka naprawdę jest godna uwagi.

O tym, jak ma na imię bohater gierki raczej pisać nie muszę, gdyż nazwa gry absolutnie wyczerpuje ten temat. Nie zaszkodzi natomiast wspomnieć nieco o tym, kim jest kierowana przez nas postać. A to dlatego, że jest to dosyć niecodzienna kwestia. W Run Robert Run nie mamy bowiem do czynienia z człowiekiem, kosmitą ani zombie, lecz ze… strachem na wróble.

strach

Jak to w runnerach bywa, głównym zadaniem w opisywanej grze jest przebiegnięcie jak najdłuższego dystansu w wirtualnym świecie pełnym przepaści oraz innych niebezpieczeństw. Jako że strachy zazwyczaj są nieruchome, musimy w Run Robert Run liczyć na pomoc pewnego czarnego ptaszyska. To dzięki niemu skaczemy, latamy oraz możemy przechytrzać lecące w naszym kierunku rakiety.

W kwestii korzystania z umiejętności naszego skrzydlatego przyjaciela jest pewne „ale”. Stworzenie również musi sobie od czasu do czasu odetchnąć, tak więc nie możemy nim latać bez przerwy. Zdecydowanie utrudnia to osiągnięcie dobrego rezultatu i tym samym pozwala nam odczuć sporą satysfakcję, gdy już dotrzemy do upragnionego przez nas miejsca.

strach1

Choćby nie wiem kim był bohater gry oraz jakie miał umiejętności, zabawa polegająca jedynie na bieganiu prędzej czy później zawsze się nudzi. Na szczęście, w przypadku Run Robert Run pomyślano również i o tym. Za zebrane w trakcie rozgrywki monetki (albo dzięki prawidłowo wykonanym zadaniom pobocznym) możemy kupować nowe ubrania dla bohatera. Jest ich całkiem sporo, dlatego też nie sposób uzbierać na wszystkie w przeciągu kilku czy nawet kilkudziesięciu minut.

Na pewno największą wadą apki z tego wpisu jest jej oprawa graficzna. Na prawie pięciocalowym ekranie widać wiele niedociągnięć, które wyglądają bardzo nieestetycznie. Dużo lepiej – moim zdaniem – jest z muzyką. Po pierwsze – szybko wpada w ucho i po drugie – pozwala nam wczuć się w iście farmerski klimat.