PilotLight – nie igraj z ogniem!

0
515

Gry mobilne pozwalają nam wcielać się w przeróżne rzeczy czy postaci. Jeżeli macie dość bycia standardowymi bohaterami, być może warto sprawdzić się w roli… skocznego i wściekłego ognia. Taką możliwość daje nam mobilna produkcja o nazwie PilotLight, którą jakiś czas temu odkryłem w gąszczu nowości dostępnych w Google Play.

Najważniejszym elementem PilotLight jest wspomniany przeze mnie ogień. Naszym głównym celem w grze jest kierowanie gorącym żywiołem w taki sposób, by zebrał wszystkie pojawiające się na planszy żółte punkciki. Zapytacie, co w tym takiego trudnego? Ano przede wszystkim to, że wirtualny świat przedstawiony w grze jest ciemny do bólu, co sprawia, że bardzo łatwo możemy przez przypadek wpaść do wody, która – co raczej nie powinno być dla Was zdziwieniem – „uśmierca” ogień.

pilot

Apka jest dostępna w dwóch wersjach: bezpłatnej i płatnej. W tej pierwszej znajduje się 15 plansz, w których mamy okazję sprawdzić, czym charakteryzuje się rozgrywka. Na każdym levelu musimy przede wszystkim zwracać uwagę na to, w jakim czasie zrealizowaliśmy cel. Autorzy produkcji przygotowali dla nas trzy medale do zdobycia. Oczywiście, najtrudniej jest o ten złoty, skierowany do najlepszych z najlepszych.

W grze nie mamy dostępnych wielu trybów rozgrywki. Poza samą zabawą w kierowanie ogniem, dostępna jest tutaj jedynie zakładka ze statystykami, gdzie możemy przekonać się, ile razy do tej pory zginęliśmy, ile wykonaliśmy ruchów i tak dalej, i tak dalej.

pilot1

Sterowanie w PilotLight to prosta sprawa do wyjaśnienia. Ogniem kierujemy poprzez przesuwanie palcem po ekranie w kierunku, w którym chcemy, by się poruszył. W teorii jest łatwo i przyjemnie, w praktyce – już nie. To znaczy, wszystko działa tak, jak powinno, ale bardzo utrudnia nam zadanie, przez co w późniejszych poziomach przychodzi nam kombinować ogromną ilość razy.

Audiowizualnie PilotLight to bardzo udany produkt. Jak to zwykle ja – jestem zadowolony z pikselowego wyglądu oraz wszystkiego, co opiera się na stylu retro. Myślę, że Wy także będziecie.