The Oregon Trail: Settler – mój smartfon, moja wioska!

0
496

Bohater gry The Oregon Trail: Settler przemierzał swój kraj wraz z całą rodziną, aż w końcu w pewnym miejscu postanowił się zatrzymać i stworzyć swoją osobistą wioskę. Myślę, że większość z Was się do tego nie przyzna, ale marzy o stworzeniu własnej, niezależnej od innych, miejscówki. Realizacja tego planu w rzeczywistości nie jest łatwa, ale na smarfonie? Jak wiecie, w mobilnym świecie zdarzyć się może dosłownie wszystko.

Po pobraniu The Oregon Trail: Settler na smartfona musimy przygotować się na kilka chwil potrzebnych do aktualizacji. Ekran ładowania danych dostępny jest po polsku, ale – niestety – nic więcej w opisywanej produkcji nie ma już wspólnego z naszym językiem. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że będzie inaczej, choć wstęp na pewno dał mi na to swego rodzaju nadzieję.

O najważniejszych postaciach dzieła studia Gameloft co nieco Wam już napisałem. I myślę, że absolutnie powinno to wystarczyć do tego, by uzyskać podstawowy zarys informacji na temat The Oregon Trail: Settler. Dla przypomnienia: rodzinka postanawia osiedlić się na Dzikim Zachodzie i stworzyć miasteczko, które będzie niezależne od innych. Oczywiście, założyciele wioski nie zapominają o zyskach, dlatego musimy pomagać im także w tym, by mieli jakiekolwiek środki do życia.

Nie tylko worki z dolarami są czymś niezbędnym do przetrwania w grze. Musimy tutaj również zwracać uwagę na to, aby nie zabrakło nam porąbanego drewna i jedzenia. Zgodnie z tym, co już pisałem – wszystkie te elementy uzyskujemy dzięki własnej pracy. Kiedy, na przykład, brakuje nam materiałów do budowy, rąbiemy drzewo, a kiedy któryś z członków naszej rodziny daje nam do zrozumienia, że ma ochotę na pomidory, po prostu je sadzimy, a później zbieramy.

Wszystkie ruchy, jakie wykonujemy w The Oregon Trail: Settler, wiążą się ze stratą punktów energii. Niestety, prawda jest taka, że gdybyśmy mieli ich nieograniczoną ilość, moglibyśmy postawić istną metropolię w kilka dni. Brutalna rzeczywistość jest jednak taka, iż po wyczerpaniu się limitu „piorunków” musimy albo odczekać określoną liczbę sekund, albo zajrzeć do naszego portfela i skorzystać z karty kredytowej.

Nie można napisać złego słowa o wyglądzie opisywanej gry, bo – jak przystało na owoc pracy Gameloftu – jest on w pełni profesjonalny i zadowalający nawet najbardziej wybredne oko. W kwestii dźwięków również można pisać jedynie w samych superlatywach. Zdecydowanie pasują one do klimatu Dzikiego Zachodu i w trakcie zabawy raczej nie przychodzi nam do głowy myśl, by je wyłączyć.