Ninja Village – ninja nie tylko walczą, lubią też… pracować na roli

0
680

Jeżeli w nazwie gry występuje słowo „ninja” prawie zawsze zwiastuje to kolejną bijatykę. Prawie, nie oznacza jednak, że jest tak za każdym razem. Przekonać się o tym można, pobierając na swojego smartfona apkę o nazwie Ninja Village, która jest grą… strategiczną z pewnymi elementami RPG.

W produkcji Ninja Village występujemy w roli zarządcy wioski. Jak to zwykle bywa w grach tego typu, na samym początku posiadany przez nas obszar jest mały jak nakrętka od napoju. Z biegiem czasu sytuacja ulega zmienie, dając nam możliwość „wychowywania” jeszcze większej ilości mieszkańców oraz zarabiania dużo większych pieniędzy. ninja

Z racji tego, że apka osadzona jest gdzieś w dalekiej Azji, wszystkie dostępne w niej budynki nie mają nic wspólnego z nowoczesnością. Podobnie jest ze sprzętem, jaki przychodzi nam w grze używać, a raczej używać naszym podopiecznym. Nie mamy tu do dyspozycji kombajnów, traktorów i tego typu pojazdów. Wirtualne ludziki wszystko robią ręcznie lub przy użyciu raczej dość prymitywnych narzędzi.

Aby zarabiać pieniądze, musimy przede wszystkim sprzedawać to, co uprawiamy na polu. Jeśli chodzi natomiast o powiększanie naszego dorobku ziemskiego, możliwe jest to dzięki atakom na sąsiadów. Jak nietrudno się domyślić, w wojnie nie reprezentują nas tradycyjni żołnierze, a… wojownicy ninja.

ninja1

Każdego z mieszkańców naszej własnej wioski możemy szkolić. Oczywiście, nie robimy tego w dosłownym tego słowa znaczeniu. Po prostu naciskamy odpowiedni przycisk, płacimy określoną liczbę wirtualnej gotówki i gotowe. Nic więcej robić nie musimy.

Przed walką możemy ustawiać naszych wojowników, tak aby ich pozycja była zgodna z opracowaną przez nas strategią. Możemy również decydować o każdym ruchu naszego „tajemniczego żołnierza”, lecz dużo wygodniej jest skorzystać z funkcji Auto.

Bardzo rzadko gram w produkcje strategiczne, jednak Ninja Village wciągnęło mnie na całkiem długi czas. Być może dlatego, że przepadam za aplikacjami z ninja w roli głównej. Wydaje mi się jednak, iż wszystkiemu winna jest przede wszystkim oprawa audiowizualna, która skutecznie przypomniała mi stare czasy, kiedy człowiek do szczęścia potrzebował kilku kolorowych pikseli, a nie realistycznego trójwymiaru.