My Little Monster – twórz potwory, tańcz i… znów twórz

0
184

Nie do końca wiem, czego się spodziewałem po produkcji My Little Monster. Wiem jednak jedno: jeżeli lubicie cały czas coś tworzyć, kombinować, a do tego macie ochotę… poćwiczyć pamięć, tańcząc – znaleźliście grę, która będzie dla Was idealna zarówno w ciągu dnia, jak i podczas wieczornego relaksu.

Gierka My Little Monster nie wygląda na taką, co jest stworzona z myślą o najmłodszych. Bardziej sklasyfikowałbym ją do produkcji, które powinny bawić zwariowanych nastolatków oraz dorosłych ze specyficznym poczuciem humoru. Chociaż może nie do końca, bo – szczerze powiedziawszy – mnie jakoś za bardzo nie wciągnęła.

monster

Co takiego przychodzi nam robić w My Little Monster? Głupio to zabrzmi, ale tworzymy tutaj potwory. Na samym początku wirtualna kreatura jest biała i pozbawiona wszelkich dodatków, ale po odwiedzinach kilku specjalnych zakładek możemy stworzyć z niej coś wyjątkowego na skalę światową. Przykład? Wszystko najlepiej widać na screenach.

W co dokładnie możemy ubierać nasze stwory? Dodatków jest cała masa. Poza humorystycznymi ubraniami znalazło się tu także miejsce dla rekwizytów takich jak gitary czy pistolety do paintballa. Żeby było ciekawiej, możemy wirtualnemu znajomemu przyczepić tabliczkę z imieniem, a nawet… kupić go sobie. Tak, tak, przyjdzie sobie do Was pocztą. Niestety, problem jest taki, że jego cena to aż 20 dolarów, co jak na plastikową figurkę jest raczej sporą sumą.

angry

Nikt nie tłumaczy nam dokładnie, o co chodzi w My Little Monster. Sami musimy dojść do tego, że na górze ekranu znajdują się zakładki, gdzie poza przebieralnią czeka na nas jadalnia oraz plac zabaw. Wiadomo, że w jednym z tych pomieszczeń możemy karmić naszego podopiecznego, a co robimy w drugim? Jakby to powiedzieć… tańczymy.

Jedyna dostępna mini-gra w My Little Monster pomaga nam ćwiczyć pamięć. Bohater rusza się w rytm muzyki na czterech kolorowych polach, a my musimy powtarzać po nim ruchy, kiedy już zakończy swój występ. Dzięki temu uzyskujemy punkty, a więc możemy śrubować rekordy. Poza tym, teoretycznie powinniśmy zabijać nudę. W moim przypadku się to jednak nie udało.