Mussoumano Game – pierwsza żona, druga żona, trzecia…

0
315

Panowie wychowywani w naszej kulturze bardzo często zazdroszczą muzułmanom tego, że mogą mieć oni nie jedną żonę, lecz dwie, trzy, a  nawet jeszcze więcej. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że posiadanie grupki ukochanych wcale nie jest łatwą sprawą. Sporo w tej kwestii jest w stanie uświadomić runner o nazwie Mussoumano Game, którego można pobrać z Google Play całkowicie za friko.

Głównym bohaterem produkcji Mussoumano Game jest brodaty mężczyzna z Bliskiego Wschodu, który całymi dniami ślęczy przed telewizorem, grając w gry na swojej nowiutkiej konsoli. Pewnego dnia żony wspomnianego gościa zostają uwięzione, a on zmuszony jest zostawić swój ukochany gadżet i ruszyć na pomoc wybrankom swojego serca.

Opisywana aplikacja to typowy runner, gdzie w zasadzie nie robimy nic poza omijaniem przeszkód i wykonywaniem prostych zadań, które w tym przypadku polegają na uwalnianiu z klatek młodszych oraz starszych kobiet. Oczywiście, nie mogło w grze zabraknąć również pieniążków. Podejrzewam, że potrzebne są one muzułmaninowi do przekupienia swoich żon albo też po prostu na okup dla porywaczy. Są to jednak tylko i wyłącznie moje przypuszczenia.

Rozpoczynając rozgrywkę w Mussoumano Game, nastawiamy się na uzyskanie jak najlepszego rezultatu dystansowego. Przeszkadzajki występują tutaj w postaci skrzynek oraz długich murów. Niby to nic wymyślnego, jednak o naprawdę dobry wynik jest bardzo ciężko. Na szczęście każdą skuchę możemy anulować, wykorzystując do tego specjalne zielone diamenty.

Wirtualne błyskotki możemy kupić za prawdziwe pieniądze. Ceny są dosyć wyskokowe, ale być może (choć jakoś nie chce mi się w to wierzyć) ktoś z Was jest skłonny zapłacić ponad 60 złotych za kilka mobilnych kamyczków. Osobiście, jest to dla mnie strata pieniędzy.

System kierowania postacią został w Mussoumano Game ograniczony do absolutnego minimum. Nie mamy tutaj do czynienia z wirtualną konsolką, a jedyne, co robimy to dotykamy ekranu w momencie, gdy chcemy oddać skok.

Pod względem audiowizualnym opisywana produkcja wypada całkiem nieźle. Wydaje mi się, że wygląd sto razy bardziej zasługuje na pochwałę, aniżeli sama rozgrywka, która – co tu ukrywać – jest raczej nudna i pozbawiona większego sensu.