Make it Santa – Mikołaju, zostaw moje pieniądze!

0
430

Wiele osób twierdzi, że święta to taki okres, w którym nikomu nie powinno zależeć na otrzymywaniu, lecz przede wszystkim – na dawaniu. Oczywiście, tyczy się to nie tylko prezentów, ale nie ma sensu, bym rozwodził się na ten temat dłużej. Chcę tylko, żebyście wiedzieli, iż autorzy gierki Make it Santa to współcześni krewni Grincha, przez których popsułem sobie ostatnio nastrój!

Świąteczne gierki zazwyczaj chcą służyć nam jako narzędzie do zrelaksowania się na mięciutkiej kanapie, przy której umieszczona jest świecąca choinka. Niestety, chociaż bardzo bym chciał, nie mogę napisać, że Make it Santa podtrzymuje tę słuszną ideę. Szczerze powiedziawszy, zawiodłem się na tej produkcji już przy pierwszym uruchomieniu, kiedy to zamiast wesołą piosenką przywitała mnie… reklamą samochodów.

Naszym zadaniem w Make it Santa jest – o, ironio – uratowanie świąt. Powierzony nam cel realizujemy, wcielając się w postać obskurnie wyglądającego zielonego stwora pomagającego Mikołajowi rozwozić prezenty. Oczywiście, upominki dla grzecznych dzieci wrzucamy do kominów. Im więcej razy zrobimy to w prawidłowy sposób, tym na lepszą ilość punktów możemy liczyć.

santa

Na papierze wszystko w grze wydaje się proste, łatwe i przyjemne. W rzeczywistości jednak zdecydowanie takie nie jest. Po pierwsze – jeżeli pominiemy chociaż jeden komin, przegrywamy. Po drugie – musimy uważać, by nie przekazać paczki najmłodszym, którzy na to nie zasłużyli. Jakby tego było mało, raz na jakiś czas w powietrzu spotykamy burzę, co zmusza nas do zmiany sposobu rzucania prezentami.

Wspomniane przeze mnie wcześniej reklamy wyświetlają się w trakcie zabawy. I co najgorsze, w ogóle jej nie zatrzymują. Jeżeli więc będziemy mieli sytuację, że banner pojawił nam się na ekranie w chwili, gdy pod nami znajduje się komin, przykro mi, ale po prostu tracimy szansę i musimy zacząć wszystko od nowa. Jak dla mnie, to totalne nieporozumienie!

santa1

Make it Santa zarabiamy wirtualne pieniądze. Nie ma co bowiem ukrywać, że Mikołaj także musi z czegoś żyć. W tym przypadku – na szczęście – nie wydaje kasy na żadne głupotki, a przeznacza je na power-upy. Problem jest jednak taki, iż są one bardzo drogie, czyli, mówiąc inaczej, są w naszym zasięgu tylko po skorzystaniu z mikropłatności.

Opisywana produkcja wygląda całkiem nieźle. Szkoda tylko, że przy jej tworzeniu myślano przede wszystkim o tym, jak zarobić pieniądze, a nie poprawić ludziom nastrój przed Bożym Narodzeniem. Bo muszę Wam powiedzieć coś jeszcze… mikropłatności to nie wszystko. Tutaj występuje również limit żyć!