Knock Knock Family – prosta i mało ciekawa, czyli taka dla maluszków

0
605

Nie będę zachwycał się tym, co oferuje Knock Knock Family. Co prawda, zdaję sobie sprawę, że gry dla maluchów rządzą się swoimi prawami, ale ta nie wydaje mi się być dla nich (oraz ich rodziców) czymś godnym polecenia. Dlaczego tak uważam, przekonacie się już za chwilę. Od razu mówię – nie będzie miło.

Tytuł gry wyraźnie wskazuje nam na to, że będzie w niej sporo o… pukaniu do drzwi. Co to ma wspólnego z rozrywką i edukacją maluchów? Ano to, że wirtualny dom odwiedzają różnorakie zwierzęta i ludzie, a dziecko może dzięki temu dowiedzieć się więcej na ich temat. Szczerze mówiąc, nie chcę mi się w to wierzyć, ale tak brzmi teoria, a o niej też trzeba wspominać.

knock

Kiedy do drzwi w grze Knock Knock Family zapuka pies, dziecko daje mu kość, kiedy kot – starą rybkę, a kiedy dziadek lub babcia… zresztą, wiecie już o co dokładnie chodzi. Nie będę zdradzał zbyt wielu szczegółów, bo być może będziecie chcieli sami tę apkę wypróbować albo – co gorsza – zdradzicie niektóre rozwiązania swoim dzieciom.

Niestety, domyślnie jest w grze tylko kilkunastu gości. Bez względu na to, o jakiej porze dnia i nocy uruchomimy Knock Knock Family, zawsze będą pojawiać się w takiej samej kolejności. Jedynym sposobem na zmianę tego stanu rzeczy jest stworzenie nowych bohaterów. I tu zaczyna się pewien problem.

knock1

Edytorem – mówiąc szczerze – twórcy opisywanej produkcji kupili mnie w stu procentach. Możemy dodać głos, mówiący kim lub czym jest dany „visitor”, narysować wszystko własnoręcznie albo wkleić zdjęcie z galerii lub bezpośrednio z aparatu. Oczywiście, nie mamy tutaj tylko samych plusów. Wadą bez wątpienia jest fakt, iż za darmo możemy stworzyć tylko jedną postać. Za resztę przychodzi nam płacić. Od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych, w zależności od tego, jak duże mamy ambicje.

Zdaję sobie sprawę, że Knock Knock Family nie jest czymś przeznaczonym dla dorosłych. Żadnej, ale to żadnej, grze nie można – mimo wszystko –  przebaczyć tego, iż zacina się na każdym możliwym kroku i nie prezentuje się zbyt okazale. W końcu dzieci to nie gracze drugiej kategorii, prawda?