Jelly Jump – galaretka skacze, a człowiek się cieszy!

0
824

Proste gry, w których chodzi o bicie rekordów punktowych, to w Google Play żadna nowość. Niemniej jednak nie można każdej z nich skreślać już na „dzień dobry”. Dlaczego? Bo jak pokazuje Jelly Jump nawet w najłatwiejszej rozgrywce jest jakiś sens i sposób na zabicie nudy. Zarówno tej krótkiej, jak i trwającej nieco dłużej.

Każdy element gry Jelly Jump jest na swój sposób oryginalny, zatem z całą pewnością nie można napisać, że jest to podróbka jakiegoś znanego tytułu. Co prawda, miałem już do czynienia z podobnymi rozgrywkami, ale nie jestem przekonany, kto dokładnie ją wymyślił, tak więc w tej kwestii chciałbym uniknąć spekulacji i zająć się czymś zdecydowanie pożyteczniejszym.

jelly

Gracz kieruje w opisywanej produkcji tytułową galaretką. Na samym początku przyjmuje ona kształt sześcianu, lecz im dłużej będziemy grali, tym większe szanse na to, że ulegnie to zmianie. Jak widzicie na screenach, autorzy Jelly Jump przygotowali, między innymi, bohatera w kształcie meduzy oraz literki „X”.

Co takiego przychodzi nam robić w Jelly Jump? W tym przypadku również pomocna jest nazwa gry. Chcąc bić rekordy punktowe, musimy wykonywać skok za skokiem, tak aby lądować na platformach znajdujących się nad „głową” naszego bohatera. Nie jest to wcale tak łatwe, jak brzmi, bowiem konstrukcje plansz „zamykają” się i to z różnymi prędkościami, a więc musimy wyczuć idealny moment do dotknięcia ekranu. Gra błędów nie wybacza, tak więc jedna wpadka jest jednoznaczna z końcem zabawy.

jelly1

Szczerze powiedziawszy, nie sądziłem, iż Jelly Jump wciągnie mnie na znacznie dłużej niż pięć minut. Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z tą apką, myślałem, że będzie to typowa gra na kibelek. Szybko jednak przekonałem się, iż dzieło studia Ketchapp to towarzysz nawet na bardzo długie chwile nudy. I w sumie to nie do końca wiem, dlaczego. Być może wpływ na to ma nieskomplikowana, lecz niełatwa zabawa, a być może świetnie prezentująca się grafika.

Co do wyglądu, nie można go nie chwalić. Minimalistyczne elementy plansz połączone z galaretowatą geometrią współgrają ze sobą lepiej niż małżeństwo z kilkuletnim stażem. A dźwięki, choć raczej dość monotonne, przez pierwszych kilka chwil nie wywołują u nas poczucia znużenia.