Godzilla: Strike Zone – słaby film czy tak słaba gra?

0
452

Jeżeli często oglądacie telewizję albo jesteście zapalonymi miłośnikami filmów, na pewno wiecie, że do kin weszła właśnie (w Polsce premiera odbędzie się za dwa dni) odświeżona wersja dawnego hitu pod tytułem Godzilla. Przyznam się, że jeszcze do niedawna bardzo chciałem ją zobaczyć. Pobrałem jednak na swojego smartfona grę Godzilla: Strike Zone i od tej pory absolutnie nie mam już ochoty iść do kina na produkcję Garetha Edwardsa. Dlaczego? Myślę, że w tym wpisie znajdziecie odpowiedź na to pytanie.

Screeny przedstawiające trójwymiarową, realistyczną grafikę oraz sama nazwa studia, które stworzyło wspomnianą grę (Werner Bros) na tyle zamąciły mi w głowie, że w Godzilla: Strike Zone miałem nadzieję na kilkadziesiąt poziomów do przejścia, parę trybów gry i co najmniej dwa razy więcej różnej maści dodatków. Nic z tego jednak nie zastałem, czym bardzo się zawiodłem. I w żaden sposób nie zamierzam tego ukrywać.

W opisywanej produkcji przychodzi nam kierować żołnierzem z grupy specjalnej, który wraz ze swoimi zawodowymi partnerami zostaje wysłany na misję, mającą na celu ochronić cywilów przed niebezpieczną, nieprzewidywalną, a do tego piekielnie dużą Godzillą.

Głównemu bohaterowi towarzyszymy od momentu, w którym skacze ze spadochronem z wojskowego samolotu. Naszą pierwszą misją jest sprowadzenie kierowanej przez nas postaci na ziemię. Podczas wykonywania zadania musimy zwracać uwagę przede wszystkim na kolegów po fachu, ponieważ zderzając się z nimi skazujemy się na porażkę, a tym samym konieczność rozpoczęcia misji od początku.

Misja numer dwa także odbywa się w powietrzu. Tutaj jednak już nie omijamy ludzi, a staramy się unikać uderzenia w drapacze chmur. Początkowo bloki mieszkalne stoją nieruchomo, ale później – za sprawą Godzilli – spadają w kierunku naszego bohatera, zdecydowanie utrudniając nam zadanie.

Całą grę ukończyłem w kilkanaście minut. Nie chcę Wam zdradzać, co dzieje się po misji drugiej, ponieważ pozbawiłbym Was jakiejkolwiek frajdy z gry. A tak być może ktoś z Was pobierze sobie z Google Play Godzilla: Strike Zone i poświęci kwadrans na jej przejście. Moim zdaniem, nie warto, choć podejrzewam, że znajdą się kinomaniacy, do których moje słowa w ogóle nie dotrą.

Jedyną zaletą opisywanej produkcji jest bez dwóch zdań grafika. Wszystko inne – łącznie z bardzo dziwnym sterowaniem – zmieniłbym bez jakiegokolwiek zawahania. I jak – nadal chcecie iść do kina na nową Godzillę?