Flick Tennis – gem, set, mecz!

0
412

W tamtym roku nauczyłem się grać w tenisa i kilka razy w tygodniu chodziłem na kort, by szlifować swoje możliwości. Niestety, mroźne dni przezimowałem w domu, przez co zapomniało mi się nieco o forehandach, backhandach i innych zagraniach. Z pewnością nie wróciłbym w tym roku do gry, gdyby nie apka Flick Tennis, która skutecznie zmotywowała mnie do dalszych działań z rakietką w dłoni.

Flick Tennis, co raczej dla nikogo z Was nie będzie niespodzianką, wcielamy się w postać wirtualnego tenisisty bądź tenisistki. Bez względu na to, jaki tryb rozgrywki wybierzemy, naszym celem numer jeden jest po prostu wygrywać każdy mecz, jaki przyjdzie nam rozegrać. Wydaje się to proste, ale wcale takie nie jest. Nawet jeśli mowa tylko o meczach czysto towarzyskich.

Apka pozwala nam na wybranie mistrzostw albo luźnego pojedynku. Decydując się na ten drugi, wybieramy, kim chcemy grać, a także przeciwko komu się zmierzyć. Podczas turniejów jest nieco inaczej. Tutaj to komputer wybiera dla nas zawodnika. Dodatkowo, za przyjemność wzięcia udziału w imprezie trzeba zapłacić. I to całkiem sporo, bo sumy liczone są w setkach tysięcy dolarów.

Oczywiście, nie jest tylko tak, że płacimy wpisowe, a nic z tego nie mamy. Jeżeli powiedzie nam się i odniesiemy sukces, otrzymamy odpowiednią nagrodę pieniężną. Na co przeznaczyć można zarobione w grze banknoty? Przede wszystkim na wyjściówki na inne turnieje oraz sprzęt sportowy taki jak nowe ubrania czy rakietki.

Sterowanie w Flick Tennis nie należy do specjalnie skomplikowanych. W zależności od tego, co chcemy zrobić, rysujemy gesty z prawej do lewej i na odwrót. Trzeba przyznać, że na samym początku gry ciężko jest wyczuć odpowiedni moment do uderzenia. Z czasem nabiera się jednak odpowiedniej wprawy.

Czy Flick Tennis dobrze się prezentuje? Uważam, że tak. Nie jest to może bardzo realistyczna produkcja, ale nie powiedziałbym, że posiada wiele wizualnych wad. Nieco gorzej jest z dźwiękami towarzyszącymi rozgrywce. Słychać w prawdzie sędziego i publiczność, ale brakuje… „stękania” tenisistek 😉 .