Dear Diary – interaktywna gra o pamiętniku

0
551

Gra, w której bohaterka pisze pamiętnik, natomiast my decydujemy o jej dalszych losach, w teorii zapowiada się niezwykle ciekawie. Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że bardzo się zawiodłem na Dear Diary. Jeżeli chcecie wiedzieć, dlaczego, zajrzyjcie do pozostałej części tego wpisu.

W opisywanej produkcji przychodzi nam śledzić codzienne poczynania dziewczyny o imieniu Ania. Bohaterka nie ma żadnych specjalnych mocy, ogromnego domu ani nie pracuje jako tajna agentka. Inaczej mówiąc, jest po prostu zwykłą nastolatką, która ma wiele na głowie, a każdego dnia na jej drodze staje cała masa przystojnych chłopaków.

d

Jako że Dear Diary to interaktywny pamiętnik, plansze są tutaj kolejnymi przygodami, opowiedzianymi przez Annę. Czasem zdarza się, że na jeden dzień przypada kilka historii, ale – niestety – nie oznacza to, iż możemy wszystkie je od razu przeczytać. Dlaczego? Bo do otwarcia wybranej notatki wymagany jest klucz dostępu, a tych za wiele nie otrzymujemy.

Startowy pakiet „wejściówek” pozwala nam na otwarcie paru leveli. Na początku wydaje się to wystarczające, ale bardzo szybko okazuje się, iż wcale tak nie jest. Dostęp do kolejnych to natomiast kilka opcji do wyboru – oglądanie reklam, odczekanie całego dnia (!) albo… zapłata w wysokości 9 złotych.

Oczywiście, kiedy już tylko przeczytamy dany wpis w pamiętniku, możemy do niego wracać tak wiele razy, jak nam się to podoba. Szkoda tylko, że w levelach nasza rola ogranicza się w zasadzie do podjęcia jednej decyzji, a więc zbyt wiele w kwestii fabuły zdziałać nie możemy.

d1

Nastolatkom na pewno spodobają się historie, które znaleźć można w Dear Diary. Niestety, do odczuwania pełnej frajdy z gry potrzebujemy znajomości języka angielskiego. Nie w stopniu zaawansowanym, ale takim szkolnym – zdecydowanie. Cóż, trudno mieć o to pretensje do autorów. W końcu nasz rodzmy język raczej nie jest zbyt popularny na świecie.

Moim zdaniem, warto pobrać Dear Diary tylko po to, by przekonać się, jak wielki potencjał drzemie jeszcze w interaktywnych produkcjach. Nie wydaje mi się bowiem, by ciągłe oglądanie reklam przed każdą kolejną planszą było fajnym, wciągającym zajęciem.