Dead City – łysol zabija zombie na potęgę!

0
318

Łysi, napakowani faceci kojarzą mi się bardziej ze stadionowymi bójkami, aniżeli z grami, w których mamy okazję uratować świat przed inwazją nieprzyjacielskich zombie. Możecie się ze mną w tej kwestii zgadzać albo nie, ale prawdopodobnie i tak apka Dead City ukradnie z Waszego życia co najmniej kilka godzin. I to bez względu na to, czy przeżyliście już jakąś wirtualną apokalipsę, czy będzie to Wasz absolutny debiut.

Dead City nie mamy grupki dzielnych głównych bohaterów, a więc całej rzeszy zombiaków stawiamy czoła, kierując poczynaniami tylko jednego osobnika. Wspomniany pan jest szeroki jak niegdyś Mariusz Pudzianowski i łysy (no, prawie łysy) jak uczestnicy ustawek. Na jego szczęście, nie musi on z każdym z umarlaków walczyć na pięści. Do dyspozycji ma co najmniej kilka rodzajów broni, tak więc w pewien sposób może czuć się bezpieczny.

Na każdym poziomie stoi przed nami tylko jedno zadanie – przetrwać. Teoretycznie wydaje się to mało skomplikowane i trudne, ale w praktyce potrafi nauczyć nas pokory. Bo nie dość, że wrogów do rozwalenia są setki, to jeszcze jesteśmy atakowani zarówno z przodu, jak i tyłu, co wyjątkowo utrudnia nam realizację celu.

Ile dokładnie jest plansz w Dead City ciężko zliczyć. Dlaczego? Bo są one podzielone na tygodnie, które zawierają kilkanaście etapów do ukończenia. Podobno na 49 tygodniu zabawa się kończy. Niestety, na chwilę obecną nie jestem w stanie zweryfikować tej informacji. Jestem jednak pewien, że na brak zajęcia nie będziecie w opisywanej grze narzekać.

Początkowo możemy korzystać tylko z dwóch broni – zwykłego glocka oraz pistoletu maszynowego. Wraz ze zdobywaniem poziomów doświadczenia liczba dostępnych dla nas maszyn do zabijania ulega zwiększeniu. Nie możemy zatem lekceważyć zadań pobocznych, jakie przed nami stoją, gdyż tylko dzięki nim możemy rozwijać możliwości naszego bohatera.

Kierowanie postacią w Dead City jest całkiem wygodne, ponieważ opiera się na dwóch dotykowych konsolkach. Moim zdaniem, nieco gorzej jest z grafiką oraz oprawą dźwiękową. Mimo że nie widać w grze większych błędów całość nie cieszy oka tak, jak powinna, a to nie do końca świadczy dobrze o autorach produkcji.