Curio Quest – złap je wszystkie albo pożałujesz!

0
560

Był taki czas, że wszystkie dzieciaki lubiły Pokemony, a gadżety związane z tą japońską kreskówką widoczne były niemal wszędzie, gdzie to możliwe. Nie ma co ukrywać, iż sporo się zmieniło od tych kilku (albo już pewnie nawet kilkunastu) ładnych lat. Cały czas jednak ludzie lubią kolekcjonować stworki i z nimi rywalizować, co najlepiej udowadnia ciepłe przyjęcie nowej gierki zatytułowanej Curio Quest.

Curio Quest kierujemy poczynaniami pewnego chłopaka bądź dziewczyny. Specjalnie nie podaję imion, gdyż to my sami je wybieramy. Niestety, wszystko inne związane z najważniejszą postacią gierki jest nam narzucane w sposób automatyczny. To oznacza, że nie możemy ani zmieniać strojów, ani też wpływać na wygląd włosów danej postaci. Początkowo wydaje się, że jest to swego rodzaju wada, ale wystarczy spędzić z produkcją dobrych kilka minut, aby się przekonać, że w niej prawie w ogóle nie widzimy wspomnianych ludzi. Wszystko, co rządzi tą grą, to po prostu… curio, czyli młodsi bracia Pokemonów.

Akcja gry skupia się głównie na walkach pomiędzy śmieszne wyglądającymi stworami. Na samym początku dostajemy pod opiekę tylko jednego z nich, co nie oznacza, że z biegiem czasu nie ulega to zmianom. Im więcej gramy i lepiej nam to wychodzi, tym więcej bonusów możemy spodziewać się na swoim koncie. Poza potworkami są to także pieniążki oraz specjalne, czerwone diamenty.

Pierwsze zadania w Curio Quest polegają na łojeniu przeciwników wirtualnych, jednak kiedy już nabędziemy odpowiednią ilość doświadczenia, zajmujemy się głównie trybem PvP. Walki na arenach odbywają się w systemie trzech na trzech, a zwycięstwa bądź porażki znajdują swoje odzwierciedlenie w tabeli rankingowej. I tutaj warto się zatrzymać – dostanie się na konkretną pozycję w tabeli pozwala na zdobycie jednej z kilkuset nagród. Motywacja jest zatem spora.

Tak jak pisałem, w grze skupiamy się nie tylko na treningu potworów, lecz także kolekcjonowaniu pieniążków i innych błyskotek. Do czego nam się one przydają? Głównie pozwalają na polepszenie umiejętności naszych dziwnych podopiecznych.

Nie będę ukrywał, że w Curio Quest nie wszystko mi się spodobało. Głównie mam za złe autorom tej gierki to, że stworzyli oni energię, która wyczerpuje się z każdym rozegranym przez nas pojedynkiem. Mogę zrozumieć namawianie ludzi do korzystania z mikropłatności, ale powodów tworzenia tego typu ograniczeń jakoś nie jestem w stanie dostrzec.

Dużo więcej po tym tytule spodziewałem się również w kwestii grafiki. Niby jest bajkowa, kolorowa i „och, ach”, ale tak naprawdę niczym szczególnym się nie wyróżnia i w sumie to na ekranie prezentuje się raczej słabo. Cóż, Pokemony na pierwszych Gameboy’ach także nie wyglądały rewelacyjnie, a i tak każdy w nie grał, prawda?