Cosmic Bump – kosmita rodem z Azji

0
472

Jeśli nie przerażają Was chińskie napisy oraz muzyczka, która ma nie wiele wspólnego z ciekawymi i mało monotonnymi dźwiękami, prawdopodobnie produkcja o nazwie Cosmic Bump będzie w stanie skraść Wasze serca. Mimo że fabułą niewiele wyróżnia się ona na tle konkurencji, oferowana w niej rozgrywka to już zupełnie inna bajka.

Tematem przewodnim, co dla nikogo z Was zaskoczeniem raczej nie będzie, są w Cosmic Bump podróże po najdalszych zakątkach naszego Wszechświata. Najważniejszą osobistością gry jest pewien czerwony, bezimienny kosmita, któremu pewnego dnia – w trakcie przejażdżki międzyplanetarnej – wyczerpał się na statku kosmicznym akumulator, powodując tym samym jego rozbicie na mało znanym obiekcie.

bump

Autorzy Cosmic Bump postanowili poprosić nas o odnalezienie źródeł energii występujących w postaci swego rodzaju baterii. Nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie fakt, iż zadanie wykonuje się przy pomocy zwykłej piłki, którą wprawia się w ruch, „naciągając” kolorową wyrzutnię.

Do wykonania mamy kilkadziesiąt misji osadzonych na kilku planetach. Jeden z rozdziałów w grze jest jeszcze całkowicie niedostępny, co może oznaczać, że ludzie ze studia Orca dość poważnie myślą o jakichś aktualizacjach.

To, co wyróżnia opisywaną produkcję na tle podobnych, to przede wszystkim niepowtarzalność. Zarówno samej rozgrywki, jak i występujących w niej plansz. Każdy level skonstruowany jest w zupełnie inny sposób, dzięki czemu nie mamy powodów, by narzekać na nudę. Jedynym elementem występującym we wszystkich etapach (no, prawie wszystkich) są flippery wprawiające piłkę w ruch oraz swego rodzaju portale transportujące nas do latającego obiektu znajdującego się w innej części danego poziomu.

bump1

Cosmic Bump dostępne są trzy rodzaje power-upów. Jeden z nich to magnes przyciągający baterie, drugi „podwajacz” piłek, natomiast ostatni – pole energii przechodzące za nas wybrany etap. Na początku dostajemy po jednej sztuce ulepszacza. Po wypróbowaniu ich pozostaje nam już jedynie wyciągnąć portfel i zapłacić za kilka dodatkowych „bajerów”.

Muszę przyznać, że do audiowizualnej strony gry mam mieszane uczucia. Z jednej strony prezentuje się ona bardzo dobrze, racząc na widokami kolorowego, fikuśnego kosmosu. Z drugiej natomiast nic nie powstrzyma mnie przed narzekaniem na dźwięki, których monotonność i oryginalność do potęgi doprowadzały mnie do szału po niespełna pięciu minutach zabawy.