Cooped Up – skoczna ptaszyna kocha robaczki

0
496

Wiele osób przyznaje, że pobiera nowe gierki studia Nitrome bez chwili zawahania. Co by mówić, absolutnie się temu nie dziwię, ponieważ mam tak samo. Czy jednak ich najnowsze mobilne dziecko Cooped Up także zaliczyć można do niezwykle udanych i wciągających? Za chwilę się przekonacie.

Produkcje stworzone przez wspomniane wyżej studio mają to do siebie, że są bardzo proste, a jednocześnie oferują na tyle oryginalną rozgrywkę, iż w żaden sposób nie można się od nich oderwać. W przypadku Cooped Up nie jest inaczej. Nie mamy tutaj ani fabuły, ani kilku bohaterów. Wszystko, co robimy to natomiast odbijanie się od naciągniętych sznurków i omijanie dziwnych, grubych oraz chudych, stworów.

nitrom1

Mimo że nikt nam tego nie mówi, w ciemno możemy założyć, że akcja w Cooped Up rozgrywa się w pikselowym lesie. Na każdym kroku widzimy tutaj drzewa, a chwile spędzone przed ekranem umilają nam ślicznie śpiewające zwierzątka.  Oczywiście, jak przystało na Nitrome, nie mogło w grze zabraknąć również nieco bardziej humorystycznych elementów. Najważniejsze z nich to spadające puszki po czymś wyglądającym jak Coca-Cola.

Kiedy widzimy zasady gry Cooped Up w teorii, wydaje nam się, że jest ona bardzo łatwa. W końcu jedyne, co musimy robić, to odbijać się od sznureczków i gałęzi, unikając przy tym każdego napotkanego przeciwnika. Oczywiście, wspomniani oponenci nie stoją sobie grzecznie i na nas nie czekają. Niektórzy są mniej, a inni bardziej ruchliwi, ale i tak musimy mieć na uwadze, że nie możemy zbyt długo stać obok żadnego z nich.

nitrome

Ubolewam trochę nad tym, że w Cooped Up nie mamy jakichkolwiek dodatków. Nie możemy dokupować sobie ptaszków, zbierać pieniążków i… no, wiecie. Jedynym urozmaiceniem są robaczki. Zjadając ich odpowiednią ilość, nasz bohater otrzymuje na chwilę specjalną moc, dzięki której dużo szybciej pokonuje trasę swojej podróży.

Jako że opisywana gra jest darmowa i nie mamy w niej mikropłatności, musicie przygotować się na oglądanie reklam. I – niestety – mowa tutaj nie o bannerach, lecz o krótkich materiałach video, które mnie, osobiście, bardzo denerwują.