Boru The running Ninja – prosta „skikajka” z pulchnym wojownikiem

0
349

Kiedy smartfony dopiero zaczynały podbijać ludzkie kieszenie i torby, runnery takie jak Boru The running Ninja były prawie jedyną formą rozrywki. Nie można powiedzieć, że obecnie jest tak samo, ale na pewno nie minę się z prawdą, mówiąc, że gra z tego wpisu jest w stanie spełnić potrzeby nawet nieco bardziej wymagających graczy!

Jeżeli urodziliście się w XXI wieku i nie wyobrażacie sobie gier bez trójwymiarowego realizmu, bardzo szybko powinniście zrezygnować z pobrania Boru The running Ninja. Bohaterka tego wpisu jest nieskomplikowana i pozwala nam podziwiać wirtualny świat w dwuwymiarze, a więc pewnie jest dla Was raczej mało apetycznym kąskiem.

Przy pierwszym uruchomieniu Boru The running Ninja, stosunkowo bardzo szybko w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka ostrzegawcza. Studio Sompom Games przygotowało tylko niecałe 30 leveli. To raczej niewiele, szczególnie, że nie ma tu żadnego trybu endless ani niczego takiego. Jak jednak statystyki przekładają się na praktykę? Ano tak, iż dostępne tu plansze wystarczają na co najmniej półtorej godziny zabawy. Nie jest więc tak źle, prawda?

System sterowania w Boru The running Ninja jest raczej nieskomplikowany, bo wymaga od nas w zasadzie tylko skakania. Jeżeli szybko puszczamy palec z wyświetlacza, ninja oddaje krótki, niski skok, a w przypadku nieco dłuższej, lecz wciąż takiej samej, czynności sprawa ma się zupełnie inaczej, dzięki czemu możemy pokonywać znacznie trudniejsze przeszkody.

Nie można też zapominać o swego rodzaju power-upie, który w tym przypadku występuje pod postacią energetycznej kuli. Pozwala nam ona na zatrzymanie wojownika w dowolnym miejscu, czyli patrząc bardziej praktycznie – daje nam okazję do dłuższego przemyślenia kolejnego ruchu. Oczywiście, nie można stosować tej sztuczki tak długo, jak nam się to podoba.

Nie będą Was w Boru The running Ninja wkurzać „atakujące” na każdym kroku mikropłatności, ale przygotujcie się za to na reklamy video. Ich wyłączenie to koszt ok. 10 złotych, ale nie wiem, czy jest sens decydować się na taki krok w produkcji, która po maksymalnie dwóch godzinach nadaje się do przysłowiowego kosza.