Bears vs. Art – misiaczki nie lubią sztuki, oj, strasznie nie lubią!

0
369

Gdyby w tytule najnowszej gry studia Halfbrick Studios (tak, to oni stworzyli Fruit Ninja!) skonfrontowano ze sobą zombiaki oraz ludzi, prawdopodobnie nikogo by to zbytnio nie zdziwiło. Jeżeli jednak mowa jest o pojedynku niedźwiedzi ze sztuką, możemy mieć nieco większe powody do śmiechu i na pewno do zastanowienia. Na szczęście, Bears vs. Art w ogólnym rozrachunku okazuje się naprawdę fajną produkcją!

Halfbrick kojarzy mi się z bardzo dobrymi gierkami, z którymi można spędzić wiele miesięcy. Do dzisiaj mam na smartfonie zainstalowane Fruit Ninja i chociaż nie zaglądam do niej tak, jak kiedyś, cały czas w wolnych chwilach lubię sobie posiekać owoce i sprawia mi to naprawdę wiele frajdy. Czy Bears vs. Art czeka podobny los? Myślę, że nie, ale absolutnie nie dlatego, iż ta produkcja mi się nie spodobała.

art

Zacznijmy od początku. Bohaterem gry Bears vs. Art jest niedźwiedź, który wiedzie sielankowe życie w lesie. Łowi sobie rybki, odpoczywa na leżaku, aż tu nagle do jego miejsca zamieszkania przyjeżdża ekscentryczny milioner i postanawia otworzyć galerię sztuki. Jak się domyślacie, cierpi przez to las i to właśnie dlatego zwierzak postanawia zrobić porządek z dziełami namalowanymi przez mniej lub bardziej znanych artystów.

Rozgrywka w poszczególnych planszach w Bears vs. Art rozgrywa się w różnych pokojach wirtualnego muzeum. Celem numer jeden jest zniszczenie każdego dzieła widocznego na ekranie. Rzecz jasna, jest jedno utrudnienie – bohater nie potrafi zatrzymywać się w połowie drogi, a dopiero wtedy, gdy natrafi na jakąś przeszkodę, na przykład, ścianę.

Pewnym ułatwieniem na pewno jest fakt, iż zwierzak może poruszać się na skos. Nie o tym jednak warto jeszcze wspomnieć. Przede wszystkim należy napomknąć o tym, że w Bears vs. Art niszczymy obrazy podobnie jak owoce we wspomnianym Fruit Ninja. Inaczej mówiąc – wprawiamy nasz paluch w ruch i siekamy, siekamy, siekamy!

art1

Halfbrick Studios przygotowało w swoim nowym tytule mnóstwo dodatków, takich jak kostiumy, umiejętności specjalne i tym podobne. Niestety, wiąże się to z tym, że w Bears vs. Art dostępna jest wirtualna waluta i – znowu niestety – w dużych ilościach dostępna jest ona jedynie w systemie mikropłatności.

Dlaczego na samym początku napisałem Wam, że Bears vs. Art prawdopodobnie nie zagości na moim smartfonie tak długo, jak inne dzieła tego producenta? Odpowiedź jest prosta. Po prostu mamy w niej ograniczoną liczbę plansz, a poza tym nałożono na nas limit żyć, co bardzo mi się nie podoba.