Be A Legend: Football – od trampkarza do mistrza nad mistrzami

0
503

Chcielibyście spełnić swoje dziecięce marzenie o zostaniu zawodowym piłkarzem? W realnym świecie nie jestem w stanie Wam tego zapewnić, ale w wirtualnym – jak najbardziej. Sprawa jest prosta: wystarczy, że pobierzecie na swojego smartfona Be A Legend: Football. Wierzcie lub nie, ale bardzo szybko przekonacie się, że kariera „kopacza” nie jest usłana różami.

Czego spodziewałem się po produkcji Be A Legend: Football? Na pewno nie tego, co ostatecznie otrzymałem. Na początku spodziewałem się, że będzie to gra, w której będę non-stop wykonywał stałe fragmenty gry i bił rekordy punktowe. Później zaświtało mi w głowie, że będzie to swego rodzaju menedżer piłkarski. A co się w końcu okazało? Że w pewnym sensie każde moje przypuszczenie było w pewien sposób zgodne z prawdą, ale… no, nie do końca.

Be A Legend: Football mamy okazję pokierować karierą stworzonego przez nas zawodnika. Na początku decydujemy o jego wyglądzie zewnętrznym, a następnie podpisujemy kontrakt z klubem, by rozpocząć prawdziwą przygodę. Oczywiście, nie możemy liczyć na zainteresowanie wielkich drużyn i musimy cieszyć się z tego, co mamy. Ale spokojnie – na wszystko przyjdzie czas.

Gra pozwala nam nie tylko kupować piłkarzowi nowe ciuchy na boisko i szlifować umiejętności, lecz również umożliwia budowę domów i tym podobnych. Żeby było ciekawiej, nie robimy tego dla „szpanu”, lecz głównie po to, by zwiększyć energię zawodnika oraz – w niektórych przypadkach – by polepszyć sytuację na koncie ze specjalnymi biletami.

Co do samych meczów, muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczono. Podczas pojedynków z oponentami raz na jakiś czas przychodzi nam podjąć ważną decyzję (uderzać czy podać koledze, zagrać główką czy przepuścić piłkę i tak dalej) i to dzięki temu albo nasze notowania wzrastają, albo spadają. Zdarza się też czasem tak, że musimy wykonać rzut wolny. Wtedy wszystko zależy już tylko od naszych umiejętności strzeleckich.

Bardzo przyjemnie spędza się czas z Be A Legend: Football. Szkoda tylko, że w meczach jest pewna sztuczność (jedno podanie wystarcza, by przenieść się z jednego pola karnego na drugie), a swobodę ograniczają nam wspomniane wcześniej bilety. Kiedy wykorzystamy je wszystkie, czekamy na regenerację. Chyba nikt z nas tego nie lubi, no nie?