Ballance Resurrection 3D – proszę, kulo, nie spadaj!

0
590

Choć wiele gier można nazwać zręcznościowymi, tak naprawdę tylko nieliczne z nich wymagają od gracza wykonywania zwinnych, zdecydowanych ruchów, a jednocześnie skupienia i pomyślenia. Do jednych z takich produkcji zalicza się trójwymiarowa produkcja o nazwie Ballance Resurrection 3D, którą miałem okazję ostatnio dokładnie przetestować.

Najważniejszym elementem gry Ballance Resurrection 3Dbo ciężko tutaj raczej mówić o głównym bohaterze, jest kamienna kula, która krąży sobie gdzieś w niebiosach pomiędzy jakimiś starożytnymi posągami i budowlami. Choć nigdzie nie jest to napisane, wydaje mi się, że wspomniany kolisty przedmiot jest swego rodzaju ulubioną zabawką Zeusa, który w przerwie między wywoływaniem burz lubi sobie nieco pokomplikować swoje idealne, pełne harmonii życie.

ball

Naszym głównym zadaniem w apce jest przetransportować kulę z punktu A do punktu B. Nieważne jest w jaki sposób tego dokonamy. Ważne, by kierowany przez nas przedmiot ani razu nie wpadł w przepaść. Choć nawet jeśli raz czy dwa skusimy, nic poważnego się nie dzieje. Po prostu musimy zaczynać od zabawę od ostatniego punktu kontrolnego.

W trakcie zabawy zbieramy w Ballance Resurrection 3D świetliste punkciki, dzięki którym możemy powiększyć nasz dorobek i ukończyć etap w bardzo dobrym stylu. Leveli do przejścia jest całkiem sporo, a każdy z nich coraz to bardziej skomplikowany. Na nudę na pewno narzekać nie można.

Początkowo myślałem, że w grze będę zmuszony kierować kulą, używając do tego akcelerometru. Tymczasem okazało się, że system sterowania oparty jest na dwóch wirtualnych konsolkach. Jedna z nich służy nam do poruszania przedmiotem dostępnym w grze. Druga – do zmiany kamery na taką, która będzie dla nas wygodniejsza w danej sytuacji.

Ogromna ilość pułapek i innych elementów utrudniających rozgrywkę to jedna z najważniejszych zalet Ballance Resurrection 3DKolejna to oprawa graficzna. Mimo że w tego typu produkcjach raczej nie zwraca się uwagi na względy estetyczne, trzeba przyznać, że ekipa Bouland postarała się o to, by jej dzieło wyglądało inaczej niż przeciętnie. Brawo!